We wcześniejszym wpisie pt. Przed zakupem świnki morskiej obiecałam napisać kilka słów o kosztach, z jakimi musi się liczyć przyszły właściciel, a później właściciel, świnki morskiej. Oczywiście nie jest moim celem zniechęcanie do posiadania świnki morskiej. Uważam jednak, że kwestia świadomości wydatków i odpowiedzi na pytanie: czy dam radę? jest istotna zarówno dla właściciela, jak i dla świnki, aby nie musiała się tułać po różnych domach.
Wiele kosztów jest ponoszonych jednorazowo na początku, inne cyklicznie lub od czasu do czasu. Są to:
– klatka – to przede wszystkim. Świnka morska nie jest maleńkim zwierzakiem. Mniejsze gatunki ważą od ok. 700 gram, większe do ok. 1,2 kg. Przejedzone świnki jeszcze więcej 😉 To sprawia, że jedna świnka musi mieć klatkę o wielkości co najmniej 50×80 cm. Czym większa klatka, tym śwince będzie wygodniej, a właściciel będzie mógł nieco rzadziej sprzątać 😉 Przy dwóch świnkach zaleca się, aby klatka miała długość 120 cm. Przed zakupem klatki dobrze jest zastanowić się: gdzie będzie stała? czy mamy w domu wystarczająco dużo miejsca? Świnki łatwo się przeziębiają, więc nie może być to miejsce narażone na przeciągi czy też napływ chłodnego powietrza w zimie. U mnie dobrze sprawdziła się klatka z dość wysokimi bokami. Zapobiegały rozsypaniu granulek przez biegające świnki i ograniczyły podgryzanie prętów klatki.
– podkład – świnki bardzo dużo siusiają. Klatkę należy zatem czymś wyłożyć. Jeśli masz czas i możliwości częstego prania możesz użyć do tego tkanin, dywaników, itd. Musisz jednak liczyć się z tym, że zostaną one dość szybko zmoczone i będą wymagały wymiany. Możesz też użyć podkładu. W sklepach jest dostępny taki przypominający grube trociny albo w postaci sprasowanych granulek wyglądających trochę jak palet. Jest to kwestia gustu. Ja używałam sprasowanych granulek, ponieważ bardzo dobrze chłonęły mocz i dość dobrze jego zapach. Uważajcie tylko na podkłady zapachowe. Często mają bardzo intensywny zapach unoszący się w pokoju, a co dopiero tuż przy podłożu, gdzie świnka ma nosek…
– siano – to podstawa wyżywienia świnki morskiej. Niektórzy dostarczają go śwince tylko do paśnika, inni wsypują do klatki. Kwestia gustu. Podobno lepiej, gdy świnka ma go w paśniku, żeby nie jadła obsikanego, ale to także zależy od częstotliwości sprzątania. Moje świnki uwielbiały zagrzebywać się w sianie. Warto zwrócić uwagę na grubość i jakość siana i wybrać to, które ma węższe źdźbła. Czasem producenci pakują takie grube, twarde i ostre trawy. Osobiście odradzam je. Nieraz się takimi skaleczyłam wyjmując siano z woreczka.
– poidełko i miseczka – świnki to straszne pijaki 😉 Muszą mieć zapewniony dostęp do czystej wody. Do miseczki wsypujemy karmę. Możemy też zapewnić śwince dwie miseczki: jedną na karmę, drugą na owoce i warzywa, żeby nie zmoczyły karmy.
– dobrej jakości karma – na pewno nie mieszanka „marketowa”. U nas dobrze sprawdzały się mieszanki cavia complete. Przy wyżywieniu świnki obowiązuje zasada: chcesz mieć zdrową świnkę, dobrze ją odżywiaj.
– warzywa i owoce – oczywiście świeże, czyli nie spleśniałe, nadpleśniałe, itp. i nie gotowane. Odpadają więc np. ziemniaki. Świnki nie powinny też jeść fasoli i grochu. Należy unikać także kapusty oraz uwielbianej przez świnki sałaty, chyba że z własnego ogródka. Sałata działa jak gąbka na metale ciężkie przez co szczególnie dla małych zwierząt może się okazać nawet zabójcza. Nie zaleca się także warzyw cebulowatych. Moje świnki poza sałatą z ogródka szczególnie uwielbiały: pomidory, ogórki, buraki, jabłka, dynie, kabaczki, liście z rzodkiewki no i oczywiście trawę z mleczami 🙂
– transporterek – rzecz bardzo przydatna w czasie wyjazdów i wizyt u weterynarza.
– wizyty u weterynarza – świnki nie mają żadnych obowiązkowych corocznych wizyt jak np. psy. Jednakże od czasu do czasu zdarza im się zachorować, co wiąże się z wizytą u wetka. O chorobach świnek napiszę więcej później. Tutaj tylko wspomnę o wizytach, które mi się zdarzały. Były one spowodowane przycinaniem pazurków, zębów, leczeniem grzybicy i tarczycy (choroby bardzo popularne wśród świnek) oraz zapalenia płuc. Koszt wizyt wahał się od 50 – 500 zł. Wspomnę tylko, że nie jest dobrym pomysłem zanieść świnkę do weterynarza specjalizującego się w psach. Należy znaleźć weterynarza od zwierząt egzotycznych.
– ocet – to coś co musicie mieć. Świnki są podatne na choroby grzybicze – czasem ze stresu, czasem przy obniżonej odporności, czasem „złapią” coś z siana. Po każdym wyczyszczeniu klatki, dobrze jest przetrzeć ją octem. Ocet zabija grzyby i doskonale czyści klatkę z osadu z moczu (można zostawić na nim na chwilę „kałużę” z octu, a na pewno da się zetrzeć). Metoda polecana przez lekarzy weterynarii.
Świadomie nie napisałam tutaj o cenach akcesoriów dla świnek oraz wyżywienia. Ich stawki bardzo się zmieniają, a zależy mi na aktualności artykułu. Po prostu przed decyzją o posiadaniu świnki, sprawdźcie aktualne ceny, żebyście wiedzieli ile będzie Was kosztowało utrzymanie zwierzaka.